Twarz w liczbach. Jak looksmaxxing zmienia sposób, w jaki chłopcy widzą siebie.
Wyobraź sobie, że robisz selfie i zamiast zdjęcia dostajesz diagnozę. Twoja szczęka jest za mało wyrazista, broda niewystarczająco wysunięta, a oczy nachylone pod niewłaściwym kątem. Na końcu pojawia się wynik: liczba, która ma powiedzieć, jak atrakcyjny jesteś i ile jeszcze możesz poprawić. W świecie looksmaxxingu wygląd przestaje być kwestią gustu. Staje się projektem do optymalizacji, w którym każdą niedoskonałość można nazwać, zmierzyć i zamienić w kolejny cel. I chociaż poprawianie wyglądu może zacząć się od kremu do twarzy i wizyty u fryzjera, najbardziej radykalne odmiany tej praktyki prowadzą znacznie dalej.
Czym właściwie jest looksmaxxing?
Sama nazwa powstała z połączenia angielskich słów looks i maximizing i oznacza dążenie do maksymalnego wykorzystania swojego „potencjału” wyglądu. Pod tym określeniem mieści się jednak bardzo szeroki zakres działań - od pielęgnacji skóry, zmiany fryzury, ćwiczeń czy dbania o zęby po zabiegi medycyny estetycznej i operacje plastyczne.
Społeczność looksmaxxingowa dzieli te działania najczęściej na dwie kategorie. Softmaxxing obejmuje metody nieinwazyjne: pielęgnację, dietę, trening, ubiór czy higienę. Hardmaxxing oznacza bardziej radykalne ingerencje w wygląd, przede wszystkim zabiegi i operacje. Pomiędzy nimi istnieje jednak spora szara strefa. To właśnie tam pojawiają się internetowe metody mające zmieniać rysy twarzy, eksperymentowanie z często nieprzebadanymi suplementami czy praktyki, które mogą prowadzić do trwałych urazów.
Samo pragnienie, żeby wyglądać lepiej, oczywiście nie narodziło się teraz. Jednak looksmaxxing wyróżnia przede wszystkim sposób, w jaki traktuje atrakcyjność: jako coś, co można analizować niemal jak zestaw danych. Poszczególne elementy twarzy i ciała dostają swoje nazwy, parametry i miejsce w hierarchii, a „maksymalizowanie” wyglądu zaczyna przypominać realizowanie kolejnych punktów planu. Żeby zrozumieć, skąd wziął się ten sposób patrzenia na własną twarz, trzeba jednak cofnąć się do czasów forum internetowych.
Najpierw był blackpill
Termin looksmaxxing zaczął funkcjonować w połowie poprzedniej dekady na internetowych forach skupionych wokół wyglądu, relacji i męskiej atrakcyjności. Były one powiązane ze środowiskiem inceli i ideologią blackpill, według której o powodzeniu mężczyzny w relacjach (uznawanym w tym środowisku za jeden z głównych wyznaczników ogólnego życiowego sukcesu) w ogromnym stopniu decydują wygląd i genetyka. W takim ujęciu atrakcyjność stawała się hierarchią, a nie kwestią indywidualnych preferencji.
Wokół tej hierarchii szybko powstał cały język. „Chad” oznaczał wyjątkowo atrakcyjnego mężczyznę, „sub5” osobę ocenianą poniżej pięciu punktów w dziesięciostopniowej skali, a „mogging” sytuację, w której jedna osoba wyglądem wyraźnie przyćmiewa drugą. Użytkownicy analizowali swoje twarze według systemów ocen i proporcji, próbując ustalić, które cechy obniżają ich atrakcyjność i czy można je zmienić.
Z czasem ten język zaczął opuszczać niszowe fora. Treści dotyczące hierarchii atrakcyjności mogą dziś pojawiać się obok filmów o siłowni, pielęgnacji czy samorozwoju, a pojęcia stworzone lub spopularyzowane w manosferze funkcjonują jako internetowe żarty i slang. W efekcie do świata looksmaxxingu nie trzeba już wchodzić przez forum dla inceli. Można trafić do niego przez kilkunastosekundowy film o tym, jak lepiej wyglądać na zdjęciach.
Twoja twarz w liczbach
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów looksmaxxingu jest próba sprowadzenia atrakcyjności do konkretnych parametrów. Twarz można podzielić na proporcje, zmierzyć jej symetrię i precyzyjnie ocenić każdy z jej elementów. W internetowych analizach pojawiają się pojęcia, którymi użytkownicy określają takie rzeczy jak np. nachylenie linii łączącej wewnętrzny i zewnętrzny kącik oka. Subiektywne zdanie „nie podobają mi się moje oczy” zostaje zastąpione przez „mam negatywny canthal tilt”, co zamienia się we wskaźnik atrakcyjności, który łatwo można zmierzyć i ewentualnie poprawić. Wiele z tych pojęć pochodzi z anatomii czy chirurgii i rzeczywiście służy do opisywania budowy twarzy, a techniczny język nadaje takim ocenom pozór precyzji. Bo skoro coś można nazwać i zmierzyć, łatwo uznać, że istnieje również prawidłowy wynik, do którego należy dążyć.
Looksmaxxing konkretnie wskazuje, co w danej twarzy czy ciele jest nieprawidłowe i o ile odbiega od ideału. Każda cecha może stać się osobnym parametrem, co oznacza, że lista rzeczy wymagających poprawy właściwie nie ma końca.
Internet podpowie, jak cię naprawić
Kiedy problem zostanie już nazwany, pozostaje znaleźć sposób, żeby go rozwiązać. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych praktyk związanych z looksmaxxingiem jest mewing, czyli odpowiednie układanie języka na podniebieniu, które według zwolenników ma z czasem prowadzić między innymi do wyraźniejszego zarysowania szczęki. Metoda zdobyła ogromną popularność w mediach społecznościowych, mimo że jej najbardziej spektakularne obietnice nie mają potwierdzenia w badaniach.
O ile mewing może wydawać się tylko niewinnym trendem, to istnieje jeszcze drugi koniec spektrum looksmaxxingu, czyli wszystkie praktyki opisywane jako hardmaxxing. Tym określeniem opisuje się ingerencje mające bardziej radykalnie zmieniać wygląd, czyli na przykład operacje nosa, brody czy szczęki. Same procedury medyczne nie są oczywiście z definicji czymś szkodliwym i mogą mieć zarówno wskazania estetyczne, jak i zdrowotne. W logice looksmaxxingu bywają jednak przedstawiane jako kolejny etap tego samego procesu optymalizacji: jeśli pielęgnacja czy trening nie są w stanie zmienić konkretnej cechy, trzeba zmienić ją medycznie.
Jeszcze dalej znajdują się praktyki, które nie mają nic wspólnego z bezpieczną medycyną. Są to zabiegi i działania, które, napędzane obietnicą uzyskania idealnego wyglądu, prowadzić mogą do trwałych urazów. To samo dążenie, które może skłonić kogoś do rozpoczęcia pielęgnacji skóry czy regularnych ćwiczeń, w swojej najbardziej radykalnej wersji może prowadzić do przekonania, że własne ciało trzeba najpierw uszkodzić, żeby stało się lepsze.
Nie chcę być piękny. Chcę być lepszy
Looksmaxxing jest zjawiskiem szczególnie związanym z chłopcami i młodymi mężczyznami nie tylko ze względu na swoje korzenie w manosferze. Charakterystyczny jest również język, którym mówi o wyglądzie. Rzadko pojawiają się w nim słowa kojarzone z pięknem czy potrzebą podobania się innym. Zamiast nich są potencjał, dyscyplina, hierarchia, wyniki i przewaga nad innymi mężczyznami.
Na przykład mogging opisuje sytuację, w której jedna osoba wyglądem przyćmiewa drugą. True Adam ma oznaczać niemal niedościgniony ideał męskiej atrakcyjności, podczas gdy określenia takie jak sub5 umieszczają innych na niższych szczeblach hierarchii. W szerszym słowniku pojawia się nawet pojęcie sexual market value (wartości na rynku seksualnym). Atrakcyjność zostaje w ten sposób przedstawiona jak kapitał: można mieć jej więcej lub mniej, porównywać swoją wartość z konkurencją. Wygląd staje się więc nie tylko źródłem akceptacji czy pewności siebie, lecz także formą rywalizacji i wyznacznikiem statusu.
To istotne, ponieważ tradycyjne wyobrażenia o męskości przez lata pozostawiały stosunkowo niewiele miejsca na otwarte mówienie o niepewności dotyczącej wyglądu. Przyznanie „boję się, że jestem nieatrakcyjny” oznacza odsłonięcie wrażliwości, stereotypowo kojarzonej raczej z kobiecością. Słowa „maksymalizuje swój potencjał” pokazują męskość, kontrolę i działanie.
Właśnie ten mechanizm może tłumaczyć, dlaczego looksmaxxing stał się tak atrakcyjny dla chłopców i nastolatków. Zamiast zaakceptowania czegoś, czego nie można zmienić, proponuje się konkretne działanie, a zamiast niepewności - precyzyjną analizę. Do tego dochodzą parametry, rankingi i konkretne cele.
Tyle że u podstaw tego systemu pozostaje sposób myślenia odziedziczony po środowiskach, z których looksmaxxing wyrósł. W blackpillu wygląd mężczyzny ma decydować nie tylko o jego atrakcyjności, ale także o pozycji w relacjach, „dostępie” do seksu i miejscu w społecznej hierarchii. Kobiety łatwo stają się w takim ujęciu nie osobami, z którymi buduje się relacje, lecz arbitrami męskiej wartości: ich zainteresowanie ma potwierdzać, że mężczyzna osiągnął wystarczająco wysoki status. Jeśli sukces w relacjach zależy przede wszystkim od genetyki i wyglądu, odrzucenie staje się dowodem własnej pozycji w hierarchii. A frustracja związana z wyglądem może zacząć łączyć się z przekonaniami dotyczącymi kobiet, relacji i tego, czym właściwie mierzy się wartość mężczyzny.
Z manosfery do mainstreamu
Nie oznacza to oczywiście, że chłopak, który szuka sposobu na poprawę linii szczęki, automatycznie trafi do takich społeczności. Looksmaxxing funkcjonuje dziś daleko poza środowiskami, z których się wywodzi, a granice między poszczególnymi internetowymi społecznościami nie zawsze są wyraźne. Ten sam język, twórcy i przekonania mogą pojawiać się w treściach o wyglądzie, samodoskonaleniu, relacjach czy szerzej rozumianej męskości.
Dużą rolę odgrywa tutaj sposób działania mediów społecznościowych. Żeby trafić na treści związane z looksmaxxingiem, nie trzeba nawet znać tego określenia. Droga może zacząć się od siłowni, diety, pielęgnacji skóry czy porad dotyczących fryzury, a system rekomendacji może podsuwać obok nich materiały dotyczące proporcji twarzy, hierarchii atrakcyjności czy relacji między kobietami i mężczyznami. Granica między zwykłym self-improvement, looksmaxxingiem i treściami pochodzącymi z manosfery może więc stawać się coraz mniej widoczna.
Jednocześnie looksmaxxing coraz mocniej wchodzi do mainstreamu. Określenia takie jak „maxxing” czy „mogging” zaczęły pojawiać się nawet w komunikacji dużych marek, a wokół samego zjawiska wyrosła grupa influencerów, TikTokerów i streamerów, którzy na analizowaniu wyglądu, pokazywaniu przemian i udzielaniu porad budują internetowe kariery i ogromne społeczności. Język rozwijany dekadę temu w niszowych środowiskach stał się więc nie tylko częścią kultury mediów społecznościowych, ale również sposobem na sprzedawanie obietnicy, że zawsze można wyglądać trochę lepiej.
Kiedy poprawianie staje się obsesją
Samo zainteresowanie własnym wyglądem nie jest zaburzeniem. Problem może pojawić się wtedy, gdy analizowanie i porównywanie z innymi zaczyna zajmować coraz więcej miejsca. Meta-analiza 83 badań obejmujących łącznie ponad 55 tysięcy osób wykazała, że częstsze porównywanie swojego wyglądu z innymi w mediach społecznościowych wiąże się z większym niezadowoleniem z własnego ciała, częstszymi objawami zaburzeń odżywiania i mniej pozytywnym obrazem własnego ciała.
W przypadku looksmaxxingu obszar potencjalnych porównań jest wyjątkowo szeroki. Oceniać można sylwetkę, skórę, włosy, wzrost, szczękę, brodę, oczy czy proporcje twarzy – również cechy, na które mamy niewielki wpływ. Niektóre zachowania związane z looksmaxxingiem przypominają te obserwowane w dysmorfofobii (BDD), w której osoba intensywnie koncentruje się na postrzeganych defektach własnego wyglądu.
Czy każdy looksmaxxing jest więc problemem? Odpowiedź nie jest jednak jednoznaczna. Znaczna część praktyk określanych jako softmaxxing nie różni się szczególnie od zwyczajnego dbania o siebie. Regularny ruch, pielęgnacja skóry, dbanie o zęby czy znalezienie fryzury, w której czujemy się dobrze, mogą przynieść realne korzyści. Dla części młodych mężczyzn looksmaxxing może być też impulsem do większego dbania o zdrowie i źródłem pewności siebie. Problem pojawia się wtedy, gdy osiągnięcie jednego celu nie przynosi satysfakcji, ale jedynie odsłania następny element wymagający naprawy.
Twarz pozostaje ta sama
Selfie, od którego zaczęliśmy ten tekst, nie jest już tylko eksperymentem myślowym. Wokół samego zjawiska powstał też osobny rynek aplikacji. Niektóre z nich wykorzystują AI do analizy selfie, wystawiają użytkownikowi ocenę atrakcyjności, osobno punktują między innymi szczękę, symetrię czy skórę, a następnie proponują plan „poprawy” wyniku. To, co kiedyś wymagało wejścia na niszowe forum i wystawienia swojego zdjęcia na ocenę obcych osób, dziś można zrobić w kilka sekund na własnym telefonie.
Po zamknięciu aplikacji twarz pozostaje jednak dokładnie taka sama jak wcześniej. Zmienia sięjednak liczba rzeczy, które potrafimy w niej nazwać, zmierzyć i porównać z tym, co ktoś uznał za ideał.
Niepokojący może być przede wszystkim mechanizm, w którym praca nad wyglądem nigdy nie ma wyraźnego końca. Po poprawieniu jednej cechy zawsze można znaleźć następną, porównać się z kimś atrakcyjniejszym albo spróbować uzyskać jeszcze lepszy wynik.