Telefony znikają ze szkół. Czy zakaz naprawdę rozwiąże problem?
Od 1 września 2026 roku w polskich szkołach podstawowych zacznie obowiązywać ogólnokrajowy zakaz korzystania z telefonów komórkowych. Uczniowie nie będą mogli korzystać ze smartfonów nie tylko podczas lekcji, ale również podczas przerw. Polska dołącza tym samym do coraz dłuższej listy państw, które próbują ograniczyć obecność urządzeń mobilnych w szkolnej codzienności.
Powody nietrudno zrozumieć. Telefon może rozpraszać podczas lekcji, utrudniać koncentrację i sprawiać, że nawet szkolna przerwa zamiast rozmowy z kolegami zamienia się w kolejne kilka minut scrollowania. Coraz więcej mówi się więc nie tylko o wpływie telefonów na naukę, ale też o trudnościach z koncentracją, higienie cyfrowej, jakości snu czy ograniczaniu bezpośrednich kontaktów z rówieśnikami. Szkolny zakaz ma przynajmniej na kilka godzin stworzyć przestrzeń wolną od części tych bodźców.
Tylko czy kilka godzin bez telefonu rzeczywiście wystarczy, żeby coś zmienić?
Co dokładnie zmieni się od września?
Nowe przepisy obejmują publiczne i niepubliczne szkoły podstawowe oraz przedszkola. W szkołach podstawowych uczniowie nie będą mogli korzystać z telefonów i innych urządzeń umożliwiających komunikowanie się lub rejestrowanie obrazu i dźwięku podczas pobytu w szkole zarówno na lekcjach, jak i podczas przerw. Zakaz obejmuje również zajęcia edukacyjne organizowane poza terenem placówki. Szczegółowe zasady dotyczące m.in. wycieczek szkolnych mają natomiast zostać określone w statutach poszczególnych szkół.
W szkołach ponadpodstawowych sytuacja wygląda inaczej. To szkoła określi w swoim statucie warunki korzystania z urządzeń lub zdecyduje o wprowadzeniu zakazu.
Nowelizacja przewiduje również wyjątki, m.in. w sytuacjach związanych ze zdrowiem ucznia. Nowe przepisy nie wymagają pozostawiania telefonu w domu. Uczniowie będą mogli mieć urządzenia przy sobie, ale możliwość korzystania z nich podczas szkolnego dnia zostanie mocno ograniczona.
Polska nie jest pierwsza
Ograniczanie smartfonów w szkołach nie jest polskim eksperymentem. W ostatnich latach podobne rozwiązania zaczęły pojawiać się na całym świecie.
Według UNESCO jeszcze w 2023 roku ogólnokrajowe regulacje dotyczące telefonów w szkołach obowiązywały w mniej niż jednej czwartej państw. W marcu 2026 roku było to już 114 systemów edukacyjnych, czyli 58% państw na świecie.
Jednym z najbardziej znanych przykładów jest Francja, która ograniczyła korzystanie z telefonów w szkołach podstawowych i niższych klasach szkół średnich już w 2018 roku. Norwegia rekomenduje ścisłe ograniczenie smartfonów i smartwatchy podczas lekcji oraz przerw, a w Holandii telefony, tablety i smartwatche od 2024 roku co do zasady nie są używane podczas zajęć, chyba że są potrzebne do nauki, ze względów zdrowotnych lub innych szczególnych potrzeb.
Mamy więc już nie tylko przykłady innych państw, ale także pierwsze dane pokazujące, co dzieje się po wprowadzeniu takich ograniczeń.
Czy mniej telefonów to więcej koncentracji?
W Holandii efekty oceniono po pierwszym roku obowiązywania nowych zasad. W badaniu obejmującym 317 szkół średnich aż 75% placówek deklarowało, że uczniowie lepiej się koncentrują. Około dwóch trzecich zauważyło poprawę atmosfery i kontaktów społecznych, a mniej więcej jedna trzecia poprawę wyników w nauce.
Ciekawe wyniki przyniosły również badania z Norwegii. Analiza szkół, które wprowadzały ograniczenia dotyczące smartfonów, wykazała spadek zgłaszanego bullyingu. W przypadku dziewcząt zaobserwowano także poprawę średnich ocen oraz wyników z egzaminu z matematyki, a także spadek liczby wizyt w placówkach ochrony zdrowia związanych z problemami psychicznymi. Efekty były szczególnie widoczne wśród dziewcząt z rodzin o niższym statusie społeczno-ekonomicznym.
Jednak badania nie są jednoznaczne.
W 2025 roku naukowcy z University of Birmingham opublikowali badanie obejmujące 1227 uczniów z 30 angielskich szkół. Część z nich stosowała restrykcyjne zasady dotyczące smartfonów, a część pozwalała na korzystanie z nich np. podczas przerw.
Badacze nie znaleźli istotnych różnic w dobrostanie psychicznym uczniów ani dowodów na to, że restrykcyjna polityka szkolna sama w sobie ogranicza całkowity czas spędzany ze smartfonem czy w mediach społecznościowych.
Kolejne badanie tego zespołu pokazało jeszcze ciekawszy mechanizm. Uczniowie ze szkół ograniczających telefony częściej rozmawiali ze sobą twarzą w twarz w czasie szkolnego dnia. Niektórzy jednocześnie deklarowali jednak, że po powrocie do domu nadrabiają czas bez telefonu. Czasem kosztem snu czy aktywności fizycznej.
Codzienność dzieci jest bardzo cyfrowa
To jak dzieci w Polsce korzystają z telefonów pokazuje raport „Internet dzieci 2026”, oparty nie na deklaracjach rodziców czy ankietach, ale na pomiarze rzeczywistej aktywności użytkowników urządzeń.
Dzieci w wieku 7-14 lat spędzają w Internecie średnio 4 godziny i 25 minut dziennie. Zdecydowana większość ich aktywności online odbywa się na urządzeniach mobilnych. Jeszcze przed wyjściem do szkoły, między godziną 6:00 a 8:00, po smartfon sięga 56% dzieci. Wieczorem korzystanie z sieci również się nie kończy. Co czwarte dziecko po godzinie 22:00 spędza na smartfonie co najmniej 15 minut. Jednocześnie 60% dzieci i młodzieży poniżej 15. roku życia korzysta z mediów społecznościowych, a treści edukacyjne odpowiadają za zaledwie 1% całego czasu spędzanego przez dzieci online.
Znaczy to, że kilka godzin bez telefonu w szkole może ograniczyć rozpraszanie podczas lekcji, wpływać na koncentrację i stworzyć przestrzeń na kontakty z rówieśnikami. Nie zmienia jednak tego, co dzieje się przed szkołą, po lekcjach i wieczorem.
To nie jest magiczne rozwiązanie
Ograniczenie dostępu do telefonu może mieć bardzo praktyczne zalety. Dziecko, które nie dostaje co kilka minut powiadomienia, ma po prostu mniej okazji do oderwania uwagi od lekcji. Przerwa bez TikToka czy komunikatora może natomiast stać się rzeczywistą przerwą oraz okazją do rozmowy, ruchu albo zwyczajnej nudy, która też jest potrzebna dla mózgu dzieci.
Jednocześnie szkoła jest jednym z miejsc, w których młody człowiek powinien nauczyć się funkcjonowania w cyfrowym świecie. UNESCO, mimo wskazywania na korzyści wynikające z ograniczania smartfonów podczas nauki, zwraca uwagę właśnie na ten problem: zakazy nie mogą zastąpić edukacji cyfrowej.
Dziecko po zakończeniu ósmej klasy nadal będzie miało w kieszeni Internet, media społecznościowe, komunikatory, algorytmy rekomendacyjne i generatywną sztuczną inteligencję. Sam fakt, że przez kilka godzin dziennie nie mogło z nich korzystać, nie nauczy go rozpoznawania manipulacji, ochrony prywatności, weryfikowania informacji ani świadomego zarządzania własną uwagą.
Zakaz to dopiero początek
Szkolny zakaz może stworzyć dzieciom kilka godzin bez ciągłych powiadomień, scrollowania i zerkania na ekran. Może ułatwić skupienie na lekcji i sprawić, że podczas przerwy telefon przestanie konkurować o uwagę z kolegami z klasy. Nowe przepisy mogą więc być dobrym początkiem, jeśli potraktujemy je jako stworzenie zdrowszej szkolnej przestrzeni, a nie rozwiązanie całego problemu cyfrowego dzieciństwa.
Po ostatnim dzwonku smartfon wraca do ręki, a wraz z nim media społecznościowe, algorytmy rekomendacyjne, reklamy, komunikatory i ogromna ilość treści, nad którymi szkoła nie ma już żadnej kontroli. Dlatego równie ważne jak ustalenie, kiedy dziecko nie może korzystać z telefonu, jest nauczenie go, jak korzystać z niego wtedy, kiedy może.
Dzieciom potrzebna jest edukacja dotycząca higieny cyfrowej, prywatności, bezpieczeństwa i mechanizmów działania platform. Niezbędne są również narzędzia chroniące najmłodszych przed treściami niedostosowanymi do ich wieku. Najważniejsze w tej kwestii jest zaangażowanie dorosłych, nauczycieli i rodziców, którzy sami muszą rozumieć środowisko, w którym dzieci spędzają kilka godzin każdego dnia.